Czego spróbowałam na wakacjach? – Moje polecanki

Październik, ach październik! Ty pewnie już od niedawna znów słuchasz wykładów i wracasz pamięcią do czasu wakacji. Dobrze to znam! Jednak klimat słonecznego lata wciąż noszę w swoim serduchu, i to właśnie stąd wzięłam pomysł na wpis. Powspominajmy więc razem. ;-)

Byle nie marnować czasu w domu...

Znasz mnie już nie od dziś i na pewno wiesz, że nie cierpię marnować czasu. Jasne, że gdy nadchodzi jesień, lubię posiedzieć z kubkiem kawy i dobrą książką, ale...! – Nie od tego mamy przecież wakacje. Wtedy mam czas na relax i poznawanie nowych rzeczy. Może trochę wstyd przyznać, ale w końcu nauczyłam się pływać i już nie tylko smażę się, leżąc na plaży! ;-D Nawet nie wiedziałam, że aktywność może być tak świetną sprawą, po której ma się jeszcze więcej sił do działania!

Co jeszcze robiłam? Leciałam balonem, a kumpela nakręciła mnie na golf dla początkujących, więc razem z nią udałyśmy się na pole, by zobaczyć, jak wygląda to z bliska. Nie miałam pojęcia, że tak super wygląda ponad 80 hektarach malowniczego polskiego krajobrazu! ❤ Chociaż nie grałam, a obserwowałam, jak to ona rozgrywa kilka dołków, zrobiłam jej niesamowite fotki na tle zieleni i słońca. Mmm... Jej Instagram wygląda teraz obłędnie...

Zdrowy styl życia jest naprawdę cool!


Wkręciłam się też w fajną akcję „zero waste” i pojechałam na warsztaty dotyczące eko-stylu-życia. Już wcześniej myślałam sporo na ten temat, ale dopiero na wakacjach zgłębiłam tajniki tego, jak produkować mniej śmieci. Do tego całe wakacje odżywiałam się... zdrowo! Zdrowy styl życia towarzyszył mi przez całe trzy miesiące, zresztą i dzisiaj staram się nie przesadzać z tłustym i słodyczami. Serio, nawet burgera w lipcu wsunęłam w wersji vege. Gofry i tonę lodów zastąpiłam – co pewnie w moim przypadku zabrzmi wręcz niemożliwie – owocami, w tym arbuzem i ananasem.

Ale co by to zmieniło, gdyby nie rozwój mojej aktywności fizycznej i odwaga do wyzwań? Zrobiłam dwutygodniowe tournee po najfajniejszych miastach kulturowych Polski i właśnie w Krakowie doceniłam eko-jazdę po mieście. Hulajnoga z napędem elektrycznym – to jest to! W szybkim tempie ogarnęłam najważniejsze miejsca, trochę podróżowałam też stopem i pociągiem, czując się strasznie –retro. Zresztą, jeżdżenie autem nie miałoby tam sensu, dłużej stałabym w korkach na Świętokrzyskiej w Warszawie niż przebiegłabym ją truchtem. A wiesz, że pod koniec sierpnia nie miałam problemu z miejskim ćwierćmaratonem? I nawet nie byłam ostatnia!

Teraz już odpoczywam po tym szalonym czasie i zbieram kolejne pomysły na za rok. A jakie były Twoje przygody? Wiesz, że po prostu kocham o nich czytać i pisać, ale głównie je... przeżywać! Chętnie skorzystam z czyichś inspiracji. ;-)